stat4u
Blog > Komentarze do wpisu

Bezbolesna śmierć

Szukam sposobu na najmniej bolesną śmierć. Czy to prawda, że powieszenie jest najszybsze? Boję się powolnego umierania, np. w wyniku podcięcia sobie żył. Seppuku wydaje się dość szybkie i skuteczne...

W niedzielę rano obudziłam się bardzo wcześnie, założyłam wałki na włosy i położyłam się z powrotem spać. Trwałam w nerwowym letargu do popołudnia. Gdy już zrobiłam makijaż i zabrałam się za układanie włosów, okazało się, że wcale nie mam loków ani fal, tylko bardzo nieładną grzywę... Efekt końcowy, czyli strój + makijaż + włosy okazał się dla mnie porażką. Tyle nad tym pracowałam, a koniec końców nie mogłam na siebie patrzeć...

Jeszcze przed wejściem do kościoła zaczęłam płakać (na szczęście miałam ze sobą okulary przeciwsłoneczne). W kościele przepłakałam całą mszę. Mojego eks starałam się ignorować do tego stopnia, że w końcu on też zaczął traktować mnie jak powietrze. Jego dziewczyna okazała się małą, elegancką, ale niezbyt urodziwą dziewczyną. Przy jej nosie faktycznie wszystko inne wydawało się tylko tłem.

Gdy zajechaliśmy do pałacu, gdzie miało się odbyć wesele, zdążyłam już poprawić sobie makijaż, który spłynął mi od płaczu w czasie mszy, i spiąć włosy w kitkę. Niestety nie czułam się ani trochę ładniej.

Przez kolejnych parę godzin co jakiś czas zdarzało mi się płakać. Nic nie jadłam, dużo paliłam, i obserwowałam jak moje kuzynostwo i inni członkowie mojej rodziny ściskają się z moim eks, chodzą z nim na papierosa, żartują. Usłyszałam też od jakiejś dopiero co poznanej dziewczyny, że nie wiem czy mnie to zmartwi, ale mój eks powiedział, że jego obecna wybranka to jest ta jedna jedyna. Ludzie potrafią być zupełnie nieczuli i nietaktowni.

Przed oczepinami poszłam do pokoju hotelowego i położyłam się do łóżka. Przez kolejnych 2.5 godziny płakałam i próbowałam pokonać straszliwy ból głowy. Około 3.00 wstałam, ubrałam dżinsy, trampki i koszulkę i zeszłam na dół. Impreza dobiegała końca. Eks obściskiwał się ze swoją kobietą na parkiecie.

Gdy wszyscy się żegnali, eks kompletnie mnie zignorował i wyszedł. Do domu rodziców wróciliśmy ok. 4.00. Przez następną godzinę nie spałam, męcząc się na składającej się przy najmniejszym ruchu kanapce w pokoju gościnnym. Przespałam może 2.5 godziny. Rano, gdy rodzina wróciła ze śniadania w pałacu i zebrała się w salonie na dole, ja siedziałam na łóżku w pokoju gościnnym i płakałam histerycznym płaczem przez kilkadziesiąt minut. Wreszcie przyszedł Tata i powiedział, że nie mam się przejmować takim palantem, co musiał koniecznie zrobić z siebie nie wiadomo jakiego ważniaka.

Następne godziny spędziłam z nowożeńcami, czytając telegramy i przeglądając prezenty. Wróciłam do domu pod wieczór. Dopiero dzisiaj poczułam, że zaczynam odzyskiwać siły po tej całej imprezie.

 

Ślub i wesele mojego brata uświadomiły mi jak tragiczne i bezcelowe jest moje własne życie. Zarabiam tyle, że ledwie stać mnie na zapłacenie rachunków, mój związek nie ma szans się zakończyć ślubem przez następnych kilka lat, z mojego zaangażowania w wolontariat wszyscy się śmieją, a ja jestem więźniem własnych lęków i fobii. Mam nadzieję, że nie znalazłam się na zbyt wielu zdjęciach. Najchętniej sprzedałabym wszystkie moje ubrania zakupione na ślub lub spaliła je w ogniu piekielnym. Żałuję, że tam byłam. Żałuję, że tak długo byłam na weselu. Mogłam zwinąć się o wiele wcześniej.

Jestem nieudacznikiem i coraz dotkliwiej sobie to uświadamiam każdego dnia.

Dość ironiczny jest fakt, że dostałam dzisiaj powiadomienie z blog.pl., że zaproponowany przeze mnie temat debaty został przyjęty. Dwa tygodnie po tym jak skasowałam prowadzonego tam bloga.

wtorek, 06 kwietnia 2010, super-vixen

Komentarze
2010/04/10 10:31:19
widzę, że mamy podobne odczucia co do slubu- mój chłopak jak na razie nie zamierza brać slubu. jestem z tym pogodzona, ale wiem, ze nie bede czekac nastepne kilka lat, az on sie zdecyduje.
wczoraj w ogole sie zastanawialam, czy byc z mim dalej, bo mielismy sprzeczke (ale nie na temat slubu) i nie wiem, czy ja chce z nim zyc na takich zasadach jak teraz.

ale mimo wszystko staram sie byc twarda, dzielna, przestalam juz mu o slubach gadac, ale jest ciezko, jak co chwile ktos z moim znajomych sie pobiera

moze to ja bezsensu sie nakrecam na te sluby?

dzieki za wpis u mnie i badz dzielna - zawsze jest druga szansa :)
-
2010/04/20 10:39:58
musze powiedziec Ci jedno czytam wlasnie od poczatku Twojego bloga i ostatnie co by mi na mysl przyszlo to ze jestes "nieudacznikiem"
trzymam za ciebie kciuki mam nadzieje ze uda Ci sie tak pokierowac Swoim zyciem ze bedziesz szczesliwa
-
2010/04/20 10:41:14
Dziękuję Ci bardzo serdecznie za to, że poświęcasz swój czas czytając mojego bloga, oraz za całą życzliwość.
Doceniam to :)
-
2010/04/20 14:22:23
przyznam szczerze ze to drugi blog w moim zyciu ktory czytam w calosci zazwyczaj mnie nudza ale Ty mnie zainteresowalas soba
mam czasem wrazenie ze Cie troche rozumiem i co jeszcze bardziej zwrocilo moja uwage to to ze moja siostra jest w podobnie toksycznym zwiazku i widze podobne zachowania miedzy Toba a moja siostra
-
2010/12/17 12:37:45
Witaj. Jestem facetem i również mam coraz częściej chęć to zrobić. Znalazłem już nawet dojście do broni żeby strzelić sobie w łep. Szukam też jakiś środków "leczniczych". Narazie żyję, bo żyje. Co dalej nie wiem. Plany snuję różne, ale wszystko wydaje się bez sensu będąc samemu. Odezwij się. fenlix@op.pl
-
2011/05/31 15:56:25
Witam. Wieszanie.... miesiąc temu spróbowałem.... może miałem za cienka line bo bolało jak diabli i sam nie wiem jak się uwolniłem... jakaś instynktowna reakcja na ból? dodam ze zanim to zrobiłem upiłem się bo na trzeźwo zabrakło mi odwagi. Tez mi się posypało życie, tez jestem nieudacznikiem, tez niedługo zostanę sam. Pozdrawiam i śledzę bloga!
-
2011/06/01 00:36:16
Macieju, miło mi, że obserwujesz tego bloga, mimo ze prawie zmarło mu się z rok temu.
Twój wpis zainspirował mnie do kontynuacji tego, co tutaj zaczęłam.
Zapraszam więc do kolejnych wpisów ;)
Mimo wszystko - żyję! ;)
I nie wiem co przyniesie kolejny dzień...
-
2011/06/21 14:20:14
Matko Ludzie! co się dzieje!? życie jest dziwką to fakt ale z każdego gówna jest wyjście. dont panic! To straszne co piszecie. a autorka bloga to chyba jest nierozumna, skoro pisze o sobie "nieudacznik" - kobieto masz ZALEDWIE 30 lat, tytuł doktora i życie przed sobą. Rozumiem Twoje singielskie rozterki bo człowiek potrzebuje nie być singlem. Ale przecież nikt nie powiedział, że singlem będziesz do końca życia. Kurde Panowie nie wieszajcie się! Są przecież leki na głowę i to żaden wstyd iść do psychiatry i sobie pomóc...tyle ludzi się leczy, co druga recepta w aptece to psychotrop.
-
2011/06/21 14:28:34
Już się trochę ogarnęłam - wpis dodałam rok temu.
Jasne, że zawsze jest wyjście, tylko czasem samemu nie sposób go zauważyć. Czasem taki kopniak od zupełnie obcej osoby jest bardzo potrzebny.
-
2013/04/26 12:50:07
Chce umrzec, ale boje sie tego, co dalej. Nie wiem, czy w jakis sposob bede wciaz obecna, czy nie. Gdybym miala pewnosc, ze nie, byloby mi duzo latwiej. Mialam kiedys operacje pod narkoza. Po wybudzeniu nie pamietalam nic. Ani tego jak zasnelam, ani jak sie wybudzilam. Nigdy przedtem nie czulam takiej dziury w glowie. Z czasem tak wlasnie zaczelam wyobrazac sobie smierc.
Nie chce zyc w swojej skorze. Patrze na siebie za kazdym razem z obrzydzeniem. Czuje sie w niej wiezniem. Nie pasuje do mnie. To juz chyba dawno przekroczylo norme w braku akceptacji. A tak pozatym, to zmuszona jestem udawac, ze wszystko jest cacy. Mam chlopaka, mnustwo zainteresowan... przerasta mnie to od dawna.
-
2013/04/27 10:24:00
Anno, a nie myślałaś o pójściu na terapię psychologiczną albo leczenie farmakologiczne? bo to o czym piszesz to nie są objawy zdrowej "duszy", że tak to ujmę. Nie możemy zawsze udawać, że sami sobie poradzimy, że wszystko jest "cacy", jak piszesz. Poszukaj w internecie czy jest jakiś fajny, dobrze oceniany psycholog tam, gdzie mieszkasz, i umów się. Na razie na jedną wizytę. A może ta jedna wizyta Tobie pomoże.
Prawda jest taka, że możemy dobrze radzić, mówić o tym, że przecież trzeba się cieszyć życiem, ale czasem niestety problem jest głębiej i potrzebny jest może jakiś lek, żeby poziom albo przepływ dopaminy i serotoniny był prawidłowy, a czasem trzeba przejść intensywną pracę nad swoimi przekonaniami czy schematami myślowymi, w które jesteśmy uwikłani, żeby było dobrze.
Myślę, że powinnaś zgłosić się po pomoc, bo naprawdę może być wszystko dobrze, trzeba tylko troszkę się "naprawić". Trzymam kciuki za Ciebie.